Viaggio in Islanda

Rozdział I PDF Drukuj Email
Wpisany przez Administrator   
Piątek, 22 Maj 2009 21:41
Spis treści
Rozdział I
Strona 2
Strona 3
Strona 4
Strona 5
Strona 6
Strona 7
Strona 8
Strona 9
Strona 10
Strona 11
Strona 12
Strona 13
Strona 14
Wszystkie strony

Mniemania historyków polskich o pochodzeniu chłopów. Naruszewicz. Bielowski. Maciejowski. Lelewel. Szajnocha. Kętrzyński. Bartoszewicz. Piekosiński. Smolka. Małecki. Dobrzyński. Marylski. Grabski. Koneczny. Hipoteza najazdu.

Ostre przeciwieństwo między klasami społecznymi od wieków rodziło i utrwalało wiarę w odmienne ich pochodzenie. Wiara ta była o tyle uzasadniona, że warstwy niższe, upośledzone i do współżycia z innymi nie dopuszczone, powstawały głównie z ludności podbitej i jeńców wojennych. W Polsce, w której podczas średnich wieków z częstych wypraw sprowadzano obcych brańców i zamieniano na niewolników, w której zwłaszcza od XV w. coraz mocniej i głębiej zarysowywały się prawno-polityczne różnice między szlachtą a ludem, między panami a poddanymi, musiało powstać przekonanie o ich odmiennym rodowodzie. Spotykamy je też wcześnie i często pod postacią domysłu lub rozumowania pisarzów polskich. Naruszewicz1' zaszczepił szlachtę jako obcą płonkę na pniu rodzimym. „Ojcowie nasi — twierdzi on — przyszli w przodkach swoich Słowianach do tego kraju zbrojno, jak wszystkie teraźniejsze narody. Te kupy najezdnicze pod swoimi wodzami, opanowawszy ziemie cudze, cokolwiek w nich dawnych rodaków znaleźli, prawem drapieżnym wojny za swoje wzięli, role ich między siebie podzielili, samych w niewolniczy stan obracając, obyczajem Franków, Sasów, Normanów i innych narodów. Najezdnik mocny, zbrojny, choć obcy, został panem, dziedzicem, szlachcicem, to jest rycerzem (eqaes), bo wojskowo służył, tubylec — poddanym i chleborobem, to jest chłopem".

Za Naruszewiczem idzie szereg historyków, wywodzących naród polski z dwu gniazd odmiennych.

A. Bielowski, po trosze poeta, przy pomocy fantazji sprowadził Le-chitów-rycerzy aż z Ilirii, dokąd przeniósł nasze podania bajeczne jako watki historyczne.


Podobnie uczynił w swej bałamutnej opowieści W. A. Maciejowski1'. Związawszy wiadomości kronikarskie dowolnie i bezładnie, umieścił prarodziców Polski nad Łabą. Byli to Łazi, Lachowie, mieszkający tam od dawna łącznie z Litami (Litwinami) i stanowiący wśród tamtejszych Słowian warstwę obywatelską. W ciągu VI — VIII w. rozdwoili się: nad-łabiańscy zanikli, a Lachowie przenieśli się nad Wisłę, gdzie stanęli na czele Polan, wśród których wytworzyli rycerstwo—szlachtę. Wcieliwszy się w nich byli ich mistrzami i przewodnikami. W innym dziele, o ile z chaotycznie i luźnie związanych lub wcale niespojonych zdań i cudacznych wywodów językowych odgadnąć można, Maciejowski mniema, że Lachy-szlachta „porozumieli się" z kmieciami. Król osadzał na roli czynszowników lub „uchopionych" na polu bitwy jeńców, którzy dzielili los chłopów. Kim właściwie był „kmieć", „czynszownik autonomiczny", który „w gminach przodował" ze szlachcicem, pomimo wielu nie uzgodnionych określeń, pomimo przyczepienia go do Geto-Daków i Greków, domyśleć się nie podobna.

Za mgławicę historyczną, z której powstawał świat polski, uważa Le-chitów również Lelewel2'. Według niego szczep ten dzieli się na wiele ludów, wśród których przewagę mieli Polanie. W tym „zlewku" jednak klasowo górowali Lechici, których potomkowie przezwali się „z-lechci-cami, z-lachcicami, szlachcicami". Powoli jako rycerze przywłaszczyli sobie „chorągiewność" i za pomocą herbów odróżnili się od gminu, kmieci. Przed wprowadzeniem chrześcijaństwa cała ludność była wolna. Z dwu klas społecznych: lechicka wyrażała arystokratyczną zasadę nierówności, kmieca — gminną zasadę równości. Posiadanie ziemi też było dwojakie: bezpośrednie, niezależne — lechickie, i pośrednie, zależne — kmiece. Własność była nieznana; posiadano ziemię pod warunkiem obowiązków.


Daleko większą wyrazistość i stanowczość nadał owemu przypuszczeniu K. Szajnocha3'.  Jego zdaniem Lachowie byli Skandynawami, którzy osiedli naprzód na wybrzeżu bałtyckim, stamtąd jako najeźdźcy przybyli nad Wisłę i zawojowali tuziemczy lud słowiański. Z upadkiem Popiela zniknął lechityzm, a z Piastem powstał słowianizm, który jednak dopasował się do porządku lechickiego. Hipotezę swoją uzasadnia Szajnocha mocno naciąganymi wywodami językowymi i legendowymi.

W. Kętrzyński1' znajduje między Łabą a Wisłą tubylcze plemię słowiańskie Lygów, z których powstali Lechowie, między którymi zapanowali Polanie. J. Bartoszewicz2' wyprowadza Lechów z Chrobacji (VI w.), a nazwę ich od wyrazu lecha — dział ziemi, łan. Szczep ten rozgałęził się na kilka konarów — Polan, Mazowszan, Pomorzan itd., między którymi najsilniejsi byli Polanie. „Lud, kmiecie, stał przy małych posiadłościach, niepodzielnych, zależnych od gminy lub posiadaczów ziem obszernych, ale klasa dostojniejsza Lechów brała w posiadanie, przyswajała sobie ziemie obszerne, podzielne, które nazywała wolą. Oba stany, równe sobie w radzie, postępowały zgodnie, uprawiały i zarządzały ojcowizną w dobrym porozumieniu". Sioło (gmina) było jak gdyby spółką rolniczą, którą władał starszy. Opole było rozszerzonym siołem, wytworzonym dla wyższych potrzeb i rządzonym przez wybranych starszych. Była to więc rzeczpospolita gminowładna. Z początku role były jednakowe, a pastwiska wspólne. Między siołami i opolami rozpościerały się lasy, puszcze, bagna, stepy stanowiące własność „niczyją", chociaż zapewne należały do opola. „Nikt nie miał własności osobistej, dziedzicznej jak dziś, bo łan, który (ktoś) uprawiał, był tylko wieczystą dzierżawą, którą trzymał od gminy, opola. Łany owe nie przechodziły drogą własności w podział między synów; były dane na utrzymanie całej rodzinie". Obejmowali je synowie najstarsi. „Drudzy, jeśli im się nie podobało zostać na ziemi ojca, jako czeladka rodziny, domownicy, mogli szukać sobie dniej siedziby, osobne brać łany, których nigdy niedostatku nie było". Łan taki nie mógł być rozdrabiany dlatego, że na nim spoczywały pewne ciężary. „Rolnicy dzierżawą wieczystą na tej ziemi osiadli nazywali się kmieciami".


Bartoszewicz był tak rozkochany w przeszłości Polski, że nawet w tych obrazach, w których mu nie brakło materiału źródłowego, nie mógł powstrzymać się od podmalowywania ich barwami sielanki. Tym bardziej zaś ulegał tej skłonności, gdy skazany był, jak w obecnym wypadku, na domysły.

Z najbogatszą wiedzą, z największym trudem i najśmielszym rozmachem  wyobraźni  przedstawił  pierwociny  społeczeństwa polskiego, a w nich położenie ludu, F. Piekosiński1', twórca słynnej „hipotezy najazdu". Według niego na obszarze między Odrą, Wartą, Notecią i Wisłą żył przybyły z Azji (VI w.) szczep lechicki, myśliwsko-pastersko-rolni-czy. W dziejach jego zaszedł bardzo doniosły wypadek: między Odrą i Wartą zjawiła się obca drużyna wojenna. Był to inny szczep lechicki, mieszkający w sąsiedztwie Normandów duńskich, który, party od zachodu, musiał (VIII — IX w.) opuścić swoje siedziby pod wodzą książąt a naczelnym zwierzchnictwem najpotężniejszej między nimi dynastii Popielów i osiadł po obu stronach Warty, w okolicach Gniezna i Poznania. Nie zorganizowani wojskowo tubylcy poddali się przybyszom. „Żyjący rodami w gminowładnym urządzeniu pod swymi starostami, nie znający ani władzy książęcej, ani centralizacji, ani siły zbrojnej, ulegli z łatwością Lechitom nadłabskim, u których rycerstwo i sztuka prowadzenia wojny, z powodu ciągłego sąsiedztwa i ciągłych utarczek z dwoma najwybitniejszymi wówczas narodami — Sasami i Skandynawami — w wysokim stopniu była rozwinięta".


Ów rodzimy szczep lechicki był jednolitą masą społeczną ludzi wolnych, ugrupowaną w dwu klasach: pierwsza żyła w osadach zbiorowych, utworzonych z rozmnożonych rodów, a mających nazwy od przodków-założycieli z końcówką na ice (Bolechowice od Bolecha, Dalechowice od Dalecha itp.), druga zakładała gospodarstwa osobne, jako własność jednostkową na większych przestrzeniach z nazwami przymiotnikowymi na ów i in (Bolechów, Czarnocin itp.). Tych było więcej, gdyż na obszarze Polski piastowskiej naliczono ich 7700, tamtych mniej, bo tylko 3100. Później powstały wsie narocznikowe albo narokowe około grodów z nazwami od zajęć (Szczytniki, Grotniki, Zerdniki itp.), wsie wojskowe, wlodycze, z nazwami od założyciela w liczbie mnogiej (Bieńki, Da-miany itp.), wsie na prawie niemieckim, wreszcie najpóźniej (XVI w.) przysiółki z nazwami od położenia i przeznaczenia (Suchodoły, Niwy, Ujazdy itp.). Organizacją wyższego rzędu ponad wsią było opole, początkowo oparte na podstawie rodowej, później — na terytorialnej. Był to związek kilku lub kilkunastu wsi przyległych, związanych potrzebami wzajemnej pomocy i obrony. Osobliwą organizacją były wsie s e t-k o w e. Piastowie, sprowadzając jeńców z wojen, zakładali i obsadzali nimi duże wsie z dziesięciu rodzin pod nadzorem dziesiętników, które łączyły się w większe całości (po dziesięć) pod zarządem setników. Ci odbierali daniny, a w czasie wojny stawali ze swymi dziesiętnikami do szeregu.

Najezdniczy szczep lechicki, liczebnie słabszy, przez dwa następne wieki ustala się i organizuje w nowej ojczyźnie, buduje grody i osadza w nich rycerstwo; klasę wyższą, jednodworczą, tuziemców wciela do swych drużyn wojskowych, niższą osadza pod grodami i każe jej pełnić służby dla załóg (naroczniki), na całą zaś ludność nakłada daniny. Wódz naczelny (książę) przybyłego szczepu był wyłącznym właścicielem całej zdobytej ziemi i wyłącznym panem podbitej ludności, która stała się niewolną, chociaż nie niewolniczą. Szczęśliwe wojny za Chrobrego utrwaliły panowanie przybyłych Lechitów, organizacja zaś kościelna, przez jego ojca rozpoczęta, a przez niego wykończona, „nadała ostatecznie temu zlewkowi dwóch odmiennych, choć jednoplemiennych szczepów charakter jednolitego państwa". Za tego króla istniały trzy klasy społeczne: 1) poddańcza, wieśniacy tuziemni, jeńcy wojenni na roli, obcokrajowcy i niewolnicy w służbie u rycerstwa; 2) rycerstwo pospolite, szeregowe, rdzeń szczepu przybyłego, do którego włączono wyższą warstwę tubylców; 3) rycerstwo przedniejsze, czyli znakowe, potomkowie książąt i rycerzy najezdnych. Z tych klas tylko wieśniacza posiadała ziemię; za Chrobrego bowiem rycerstwo jeszcze nie osiedliło się: znakowe przebywało na dworze lub po grodach jako naczelnicy, szeregowe w grodach a głównie w obozach. Bolesław Krzywousty zniósł te obozy, a przebywające rycerstwo szeregowe (kilkadziesiąt tysięcy) obdarował ziemią. Każdy ród książęcy otrzymał około 100 wsi, właściwie pustych ziem, ich ludność bowiem, należąca do przedniejszej klasy tuziemców, została jeszcze przed trzema wiekami z nich usunięta i wcielona do rycerstwa szeregowego. Wartość tych posiadłości ziemskich zależała od możności zasiedlenia ich niewolnikami. Tym sposobem na początku XIII w. wszystkie trzy klasy posiadały ziemię, chociaż to stosunku między nimi nie zmieniło: w dalszym ciągu na rycerstwie spoczywała służba wojskowa, a na ludzie — powinności i daniny.


Kolonizacja niemiecka, zakładająca wsie samorządne na własnym prawie, zamieniającym powinności i daniny na czynsz, pociągnęła wieśniaków, zwłaszcza potomków przybyszów zaodrzańskich, do tworzenia osad na tej samej podstawie. To byli właśnie pierwsi kmiecie polscy. Nie są więc oni starym płodem samorodnym, lecz późniejszym tworem osad na prawie niemieckim. Ściśle tedy biorąc, zarówno szlachta jak częściowo kmiecie są według Piekosińskiego żywiołem napływowym,będący własnością kościoła i prawdopodobnie pochodzący od jego niewolników, podlegają władzy panów duchownych i dla nich pracują; spełniają powinności należne księciu, ale są wolni od służby wojskowej, z wyjątkiem obrony kraju. Ludność poddańcza dóbr magnackich znajdowała się w tym samym położeniu, co przypisańcy dóbr kościelnych: była własnością pana i tylko wykonywała pewne powinności względem księcia. Spory między swymi poddanymi sądził pan, w sprawach z cudzymi — gród książęcy... „Znaczna część warstwy społecznej, którą zowiemy „dziedzicami", postradała grunty wskutek bankructwa i albo weszła w skład ludności niewolnej, albo też szukała chleba na stanowisku czynszowników w dobrach kościelnych".   Dziedzic — zdaniem Smolki — jest w ł o d y k ą, czyli posiadającym własność. „Z włodyków składała się cała społeczność szczepów lechickich w prastarej dobie przed powstaniem Polski, a obok pojęcia włodyki istniało pojęcie księcia (dynasty plemiennego) i jego niewolników, osadzonych na dobrach książęcych". Z owych dynastów powstała szlachta, z niewolników rozrodziła się ludność nieswobodna, przywiązana do gleby, a z jądra dawnych szczepów lechickich, przerzedzonego ubytkami w dalszym rozwoju stosunków społecznych, pozostały dziś jeszcze resztki w tłumnych rzeszach szlachty zaściankowej. Pierwotny więc ustrój społeczny był taki: nieliczna szlachta rodowa, liczna klasa włodyków, jądro tworzącego się narodu, i ludność niewolna, przywiązana do gleby w posiadłościach dynastów, księcia i Kościoła.
A. Małecki1', również przeciwnik hipotezy najazdu, kreśli odmienny obraz pierwotnej Polski. Książę, najwyższy administrator, sędzia i wódz, był jednocześnie wyłącznym i dziedzicznym panem całego kraju. Za Piastów społeczeństwo składało się z rodów uprzywilejowanych szlachectwem i rozmaitych odmian pospólstwa. To zaś zawierało w sobie: 1) niewolników, głównie z jeńców wojennych, osobiście poddanych swemu panu, bez jakichkolwiek obowiązków poza nim i bez własności; 2) ziemian wolnych, ani osobiście, ani rzeczowo nikomu niepodległych; posiadali oni własność, którą mogli dzielić i sprzedawać, z której ponosili ciężary publiczne, nie mieli jednak prawa dziedziczenia w liniach bocznych; powoli ta klasa znikła, polowa jej przeszła do szlachty, a połowa do kmieci: 3) z czynszowników, którzy siedzieli na łanach pańskich i za prawo użytkowania z nich wnosili opłatę. zmienionym tylko późniejszymi domieszkami- Powtarzając z małymi dopełnieniami i poprawkami swoje pierwotne wywody i domniemania w Obronie hipotezy najazdu, zamknął ją tym ogólnym twierdzeniem: „Najazd zburzył urządzenia podbitego plemienia i zaprowadził rządy absolutne; zniósł starostów opolnych jako reprezentantów ludu, a zaprowadził komesów grodowych z ramienia księcia; zniósł również samoistność pokoleń, zakładając w ich okolicach grody i ujmując ludność podbitą w żelazny pierścień organizacji grodowej; uchylił ludność autochtoniczną, jako niebezpieczną, od obrony grodów, w których z ludności najeźdźczej poosadzał stałe załogi, dając im do posługi z ludności podbitej naroczni-ków i zabezpieczając ich wyżywienie daniną stróża w tym celu nałożoną; dla zabezpieczenia własnych ludzi nałożył na ludność podbitą odpowiedzialność wspólną i wreszcie poddał ludność podbitą w pewien rodzaj lekkiej niewoli, ograniczając jej wolność osobistą stałym do gleby przywiązaniem".

Chociaż teoria Piekosińskiego, do której jeszcze powrócimy, nie posiada dostatecznego oparcia w źródłach i jest rzeczywiście tylko hipotezą w znacznej mierze wysnutą z domniemań, należy przyznać, że ona, jeśli nie przekonywa, to ujmuje swym prawdopodobieństwem, spoistością i śmiałością. Od 40 lat jest przedmiotem dowodowych i gołosłownych zaprzeczeń, ale żaden historyk nie postawił lepszej, bardziej przekony-. wającej. Nawet wyznawcy jednorodności pochodzenia szlachty i chłopów polskich muszą przyznać, że „chociażbyśmy chwilę zajęcia obecnej Polski odsunęli do bardzo dalekiej starożytności, trudno byłoby przypuścić, ażeby przed nimi nie było innych ludów i to ludów osiadłych""'. Znakomity w swych sądach, niezmiernie oględny i ścisły badacz, S. Ła-guna8'. poddawszy teorię Piekosińskiego gruntownej krytyce w zamian za nią nie postawił w tym przedmiocie własnej, pomimo że miał do tego większe uzdolnienie i prawo niż wielu jej przeciwników.

Jednym z jej pogromców był S. Smolka3'. Uważa on ją w głównej osnowie za bajkę. Odwołując niektóre swoje twierdzenia z dawniejszej pracy (Mieszko Stary), rozróżnia w pierwotnej Polsce historycznej dwie klasy ludowe. Pierwsza — to ludzie wolni: podlegają władzy książęcej, spełniają powinności, obowiązani są do niektórych danin na korzyść księcia i służby wojskowej. Druga — to przypisańcy (adscripticii), będący własnością kościoła i prawdopodobnie pochodzący od jego niewolników, podlegają władzy panów duchownych i dla nich pracują; spełniają powinności należne księciu, ale są wolni od służby wojskowej, i wyjątkiem obrony kraju. Ludność poddańcza dóbr magnackich znajdowała się w tym samym położeniu, co przypisańcy dóbr kościelnych: była własnością pana i tylko wykonywała pewne powinności względem księcia. Spory między swymi poddanymi sądził pan, w sprawach z cudzymi — gród książęcy... „Znaczna część warstwy społecznej, którą zowiemy „dziedzicami", postradała grunty wskutek bankructwa i albo weszła w skład ludności niewolnej, albo też szukała chleba na stanowisku czynszowników w dobrach kościelnych". Dziedzic — zdaniem Smolki — jest w ł o d y k ą, czyli posiadającym własność. „Z włodyków składała się cała społeczność szczepów lechickich w prastarej dobie przed powstaniem Polski, a obok pojęcia włodyki istniało pojęcie księcia (dynasty plemiennego) i jego niewolników, osadzonych na dobrach książęcych". Z owych dynastów powstała szlachta, z niewolników rozrodziła się ludność nieswobodna, przywiązana do gleby, a z jądra dawnych szczepów lechickich, przerzedzonego ubytkami w dalszym rozwoju stosunków społecznych, pozostały dziś jeszcze resztki w tłumnych rzeszach szlachty zaściankowej. Pierwotny więc ustrój społeczny był taki: nieliczna szlachta rodowa, liczna klasa włodyków, jądro tworzącego się narodu, i ludność niewolna, przywiązana do gleby w posiadłościach dynastów, księcia i Kościoła.


A. Małecki1*, również przeciwnik hipotezy najazdu, kreśli odmienny obraz pierwotnej Polski. Książę, najwyższy administrator, sędzia i wódz, był jednocześnie wyłącznym i dziedzicznym panem całego kraju. Za Piastów społeczeństwo składało się z rodów uprzywilejowanych szlachectwem i rozmaitych odmian pospólstwa. To zaś zawierało w sobie: ]) niewolników, głównie z jeńców wojennych, osobiście poddanych swemu panu, bez jakichkolwiek obowiązków poza nim i bez własności; 2) ziemian wolnych, ani osobiście, ani rzeczowo nikomu niepodległych; posiadali oni własność, którą mogli dzielić i sprzedawać, z której ponosili ciężary publiczne, nie mieli jednak prawa dziedziczenia w liniach bocznych; powoli ta klasa znikła, polowa jej przeszła do szlachty, a połowa do kmieci: 3) z czynszowników, którzy siedzieli na łanach pańskich i za prawo użytkowania z nich wnosili opłatę.

W późniejszej pracy poświęconej objaśnieniu tzw. Księgi Henry-kowskiej, o której później mówić będziemy, z zawartych w niej dowodów kupna-sprzedaży wnioskuje Małecki, że w XIII w. była w Polsce ludność wieśniacza wolna, posiadająca ziemię na własność. Mianowała się ona rozmaicie: dziedzice (heredes), dziedziczni (herediłarii), posiadacze (possessores), prości (simplicii), biedni (pauperes), wieśniacy (rustiti), rolnicy (agricolae), ziemianie (terrigenae), miejscowi (ingenui), przebywa-cze (incolae), wolni (łiberi) itd.


W trzeciej wreszcie pracy poddał Małecki ostrej i szczegółowej krytyce Lechityzm. Wykazuje on, że Lechitami zwały Polaków ludy ościenne, zwłaszcza południowe, jak my nazywamy Germanów Niemcami lub Italów — Włochami. Nazwa zaś ta odnosiła się głównie do Małopolski, a nieuważni kronikarze uznali ją za swojską i obejmującą cały szczep polski.

Małecki mniema, że „pasmo pomysłów lechickich wyprzędło się do ostatniej nitki". Otóż nie wyprzędło się. Pojęcie, jego wyraz, który przez wieki utrwalił się w tradycji, w języku, w nauce, nie łatwo da się podważyć najmocniejszym dowodom. Chociaż więc najstarsze, polskie i obce źródła historyczne nie znają Lechitów, których podobno pierwszy Kadłubek wprowadził do walki z Aleksandrem Wielkim, długo jeszcze pozostaną praojcami naszego narodu. Wątpimy przeto, czy Małecki wyleczył historiografię polską z „obłędu lechickiego", jak przypuszczał K. Potkański. „Teorie lechickie — powiada on1' — były rodzajem karuzelu: twórcy ich mieli złudzenie, że posuwali się naprzód, w rzeczywistości zaś kręcili się w kółko aż do zawrotu głowy. My dzisiaj musimy co prędzej zsiąść z tego konika".

Odmienną genezę społeczeństwa polskiego wyprowadza M. Bob-rzyński2'. Najniżej w nim stali niewolnicy, rekrutujący się głównie z jeńców wojennych i z przestępców ukaranych w ten sposób za pewne zbrodnie. Należeli oni do osób prywatnych, stanowili część ich mienia, mogli być sprzedawani, nie mieli przystępu do sądów, nie pełnili żadnych posług publicznych i nie ponosili żadnych innych ciężarów oprócz względem swych panów. Niewolni byli również przypisańcy, ludzie oddani przez swych panów Kościołowi. Książęta osadzali niewolników około swych warownych grodów jako rzemieślników, stawających w potrzebie do obrony kraju.


Włościanie (rustici), którzy nie byli niewolnikami, mieszkali tylko w dobrach monarchy: nie posiadali własności gruntowej, lecz pracując na ziemiach nadanych, opłacali użytkowanie z nich powinnościami i daninami. Książę nadawał Kościołowi dobra z ludnością, osobom prywatnym bez ludności, chyba z niewolnikami. Osobną kategorię stanowili wolni (liberati). Rycerstwo było klasą pełnoprawną i uprzywilejowaną, która posiadała ziemię z nadań monarchy. Nie uiszczała ona z nich opłat żadnych, gdyż „wszystkie ciężary poddańcze opierały się nie na samej ziemi, lecz na ludności". Osobną klasę stanowiło duchowieństwo.

Po wprowadzeniu chrześcijaństwa i wywyższeniu się dynastii Piastów zaszły głębokie zmiany w ustroju Polski. Wszystkie inne dynastie książęce zamieniły się na szlachtę rodową, możnowładczą, która otrzymała wielkie obszary ziemi (XII w.). Ogół ludności, czyli dziedzice, przeszli pod wyłączną władzę Piastów. Powstał stan duchowny, oparty na wielkiej własności gruntowej, darowanej mu naprzód przez monarchę a potem przez możnych panów. Wytworzył się stan rycerski, którego dawniej nie było, bo u ludów drobnych wszyscy są obowiązani do służby wojskowej. Wielkie państwo nie mogło odrywać wielu ludzi od pracy produkcyjnej. Początkowo rycerstwo było na utrzymaniu księcia, następnie zrzucając z siebie to brzemię, zaczął on je obdarzać ziemią, która go nic nie kosztowała. Ta zmiana oddziałała również na „dziedziców". W dobrach kościelnych zmieszali się oni z niewolnikami w jedną masę poddańczą.


Autorowie najnowszych przyczynków do historii chłopów polskich stanęli na gruncie ich pokrewieństwa plemiennego ze szlachtą. Według A. Marylskiego1' „szlachta polska powstała z ludności tubylczej wieśniaczej, pełniącej służbę zbrojną u księcia". Ludność wiejska składała się z włościan wolnych, posiadających ziemię dziedzicznie prawem własności, z niewolnych brańców, rzemieślników i przybyszów. Autor opiera się na Księdze Henrykowskiej i wywodach Małeckiego. W zaraniu historii polskiej widzi on chłopa jako niezależnego gospodarza i właściciela ziemi, który „ma dostęp do wyżyn społecznych i obowiązek służby wojskowej". W XIII w. zaczyna ten gospodarz bankrutować i wyprzedawać swoje dziedzictwo, a upada skutkiem niemożności utrzymania się z nędznej produkcji rolnej, rozdrabniania własności, odłużenia, porzucania ojcowizny itd. Odtąd zaczyna się jego zależność.

W. Grabski1' uznaje również wspólność pochodzenia szlachty i chłopów. Rody, które były pierwszą formą organizacji społecznej, z biegiem czasu różnicowały się zamożnością i zdolnością bojową. „Czynnik starszeństwa rodowego, większej majętności i przewodnictwa w potrzebach wojennych wytworzył w zaraniu dziejów naszych dostateczne podstawy do wyodrębnienia się spośród ogółu prostej ludności rolniczej, związanej w rody pospolite, osobnych rodów, zaliczonych do zwierzchniczych... Szlachta tedy polska pochodzi z rolników, którzy utrzymali grunt w ręku własnych rodów i którzy jednocześnie byli wojownikami, broniąc najpierw spokojnego posiadania ziemi całej rzeszy rodów plemiennych, którzy następnie tworzyli siłę zbrojną, ustalającą granice dla powstającego państwa polskiego, i siłę twórczą budowy pierwszych podwalin państwowości polskiej... Pan, dziedzic wioski, właściciel pełny gruntu jest to wytwór pierwszej epoki piastowskiej; powstał on z woja, który i w prasłowiańskiej epoce istniał od najdawniejszych czasów, który należał do najzdolniejszych do służby publicznej rodów z czasów wędrówek i pierwotnego osiedlenia, który stanowił kadry drużyn książęcych, który miał niewolników, przypisywał ich do gruntu wyrabianego spod lasu i który swoje własne gospodarstwo, przypadłe z podziału wsi rodowej, zaokrąglał i powiększał nadaniami księcia. Woj-rycerz utrzymał swe prawa do gruntu wobec wszechwładnego księcia przez swoje usługi wojenne; chłop je utracił, gdyż po rozprzężeniu się rodu władza starosty rodowego przeszła do księcia i jego sługi, a głowa rodziny chłopskiej, niezdolnej do posług wojennych, nie zdołała wytworzyć sobie praw staroście rodowemu przysługujących i musiała się zadowolić stanowiskiem zależnym".


Chociaż autor nie czerpie dowodów ze źródeł historycznych, a nawet nie zna widocznie ich najważniejszych opracowań w tym przedmiocie, przedstawia proces wytwarzania się klasy chłopów w przedhistorii i w historii pierwotnej z taką stanowczością, jak gdyby nie dostrzegał żadnych zagadek i wątpliwości. Stąd też jego wywody są nieraz przędzą rozumującej i rozstrzygającej fantazji, nie zawsze poruszającej się w granicach prawdopodobieństwa a tym mniej prawdy

Wszystkie dociekania i domysły w przedmiocie historycznej genealogii chłopów mają jeden punkt wspólny — uważają ich za żywioł pierwotny, rodzimy. Jedyny — o ile mi wiadomo — wyjątek od tej zgody stanowi   twierdzenie  F.  KonecznegoJ).    „Geneza  społeczeństwa polskiego — dowodzi on — jest szlachecka. W Polsce szlachta stanowi warstwę pierwotną, najstarszą, bezwarunkowo starszą od ludu wiejskiego. Ponieważ organizacja rodowa sięga czasów przedhistorycznych, ród zaś uzupełnia! się tylko przez urodzenie, należy przyjąć, że wszyscy rodowcy okresu piastowskiego są potomkami autochtonów z czasów przedhistorycznych. A czyż autochtonowie mogą popaść gromadnie we własnym kraju w stan ograniczenia wolności osobistej lub rzeczowej? Musiałby wydarzyć się jakiś szczególny fakt historyczny, który by można wskazać jako przyczynę takiego dziwu, a którego w polskich dziejach nie było. Tylko obcy stają się niewolnymi". Aforyzm niespodziewany pod piórem historyka!


Przedstawione tu poglądy nie wyczerpują wszystkich głosów, uczestniczących w sporze o pierwociny społeczeństwa polskiego, należą jednak do najpoważniejszych i uwydatniają punkty najbardziej wątpliwe oraz różnice zdań najostrzej zarysowane. Kwestia pochodzenia ludu polskiego zajmowała zawsze żywo umysły, a nawet wplatała się w starcia stronnictw i kierunków opinii społecznej. „Teoria najazdu — mówi W. Smoleński') — bez względu na wartość naukową posiadała w XVIII w. doniosłość moralnego pocisku, z jej bowiem stanowiska klasa uprzywilejowana i bogactwo, i stanowisko społeczne zawdzięczała tylko przemocy. Podanie w wątpliwość moralności środków, użytych ku zajęciu posiadanej przez szlachtę pozycji, rozszerzało podstawę do walki i podawało przeciwnikom niezgorszy od innych argument". Zagadka była tak drażniąca, że nie mogli oprzeć się pokusie rozwiązania jej, bodaj gołosłownie, pisarze, którzy nie mieścili jej w obrębie swych badań i rozważań2'. W ostatnich czasach to rzucanie głosów na jedną lub drugą szalę zwolniało3', bo osłabła potrzeba posługiwania się argumentami z tego źródła, nowe światło nie wpadło w ciemnię naszej przeszłości. „Problemat ten — mówi Małecki4' — należy do najzawilszych, jak może żadne drugie pytanie, do najsporniejszych, pomimo że od lat 70 z górą umysły nasze zaprząta... Pierwiastków Polski — dodaje w innym miejscu — jako państwa i narodu przed przyjęciem chrześcijaństwa nie udało się dotąd rozświecić najmozolniejszym poszukiwaniom. I tak to pewnie pozostanie na zawsze".

Mimo tej złej wróżby jej autor usiłował przeniknąć poza grubą zasłonę w głąb przedhistorii — więc i my nie zrażajmy się jego ostrzeżeniem. Ale przedtem zobaczmy, jakie było położenie chłopów podczas średnich wieków w zachodnich państwach Europy i w Rosji.

 
Poznaj największy festiwal warszawa i dostań muzyczny zastrzyk.
Sprawdź najnowszy oriflame katalog i zostań konsultantką
Kursy, zajęcia dodatkowe, warsztaty artystyczne Poznań, Kraków
Kredyt studencki

Właśnie znajdujesz się na stronie internetowej historia-chlopow-polskich.swietochowski.info. Książka pod tytułem Historia chłopów polskich została napisana przez Aleksandra Świętochowskiego. Na tej stronie możecie zapoznać się z jej treścią. Dzieło to ma kilkadziesiąt lat i pokazuje pozycję chłopów w państwie. Świętochowski zrobił to w wyjątkowo obiektywny według mnie sposób.